Z życia nauczyciela

Adaptacja NAUCZYCIELA?

Akcja ADAPTACJA!

Wszyscy dobrze wiemy, że wrzesień kojarzy się nauczycielom i rodzicom z jednym, z ADAPTACJĄ.  Jest to czas,  kiedy dzieci poznają nowe miejsce, niektóre z nich pierwszy raz rozstają się z rodzicami na dłużej, poznają nowe zasady, nowych rówieśników. To okres, kiedy dziecko próbuję się dostosować do nowego środowiska. Na początku przez obserwację, bada to miejsce, nowe osoby, sprawdza jak to wszystko działa, o co chodzi z nowymi zasadami, dlaczego są tak ważne, wchodzi w nowe relacje, uczy się dzielić, pomagać innym itd.

Dla mnie, jako nauczyciela jest to niezwykły czas. Dziecko w adaptacji jest dla mnie jak róża, która z każdym dniem rozkwita coraz bardziej. Widzę proces od totalnego zamknięcia, do otwarcia i pokazania całego swojego piękna. Dzieci zaczynają nam ufać, czują się z nami bezpiecznie, wiedzą, że mogą na nas liczyć. Jesteśmy dla nich wsparciem, przewodnikiem.

Niektóre dzieci przechodzą ten czas łatwiej inne z pewnymi trudnościami ale to wszystko jest jak najbardziej zrozumiałe i NORMALNE. Potrzebny jest czas i DUŻO! cierpliwości. Przyznam szczerze, że serce mnie ściska jak słyszę w szatni takie słowa „przestań płakać! chłopaki nie płaczą! ile można płakać.. ” Płacz nie jest NICZYM ZŁYM! Trzeba pozwolić dziecku na wszystkie emocje, związane z procesem adaptacji. Nagle z małej, domowej przestrzeni wchodzi w zupełnie nowy, ogromny ŚWIAT.

To jest całkowicie nowy etap w życiu małego człowieka, pozwólmy mu go przejść zgodnie z jego własnym rytmem. Najważniejsze jest to, żeby poczuło się bezpiecznie i zaufało swoim nowym opiekunom. Wszystkim rodzicom, nauczycielom ale też studentom pedagogiki bardzo polecam książkę Agnieszki Stein „Akcja adaptacja”, która była moją inspiracją do dzisiejszego wpisu.

Książka Agnieszki Stein pomogła mi w pisaniu mojej pracy licencjackiej, w której opisywałam proces adaptacji konkretnego dziecka do przedszkola. Wiem, że dużo nauczycieli i rodziców przed wrześniem szuka literatury, która w jakimkolwiek stopniu pozwoli im się przygotować na adaptację. Tą pozycję zdecydowanie Wam polecam. Dlaczego? Bo można w niej znaleźć odpowiedzi na standardowe pytania i rozterki, z którymi rodzice muszą się zmierzyć, np. „Czy dziecko jest już gotowe? Co zrobić, aby ułatwić mu adaptację? Co z trudnościami, jeśli się pojawią? Agnieszka Stein podkreśla też to, że adaptację przechodzi nie tylko dziecko ale też cała rodzina. Książkę pochłania się w kilka godzin. Jest napisana przyjaznym, łatwym językiem. Jest to pewnego rodzaju przewodnik, po który zawsze z chęcią się sięga. To księga wskazówek na pierwsze dni w przedszkolu czy żłobku. Warto ją mieć w swojej bibliotece!

Dzisiaj chciałabym poruszyć temat adaptacji ale nie dzieci, tylko NAUCZYCIELI. Wiem, że może to będzie nietypowe, bo czy ktokolwiek, kiedykolwiek pomyślał o tym co przechodzi nauczyciel w nowej placówce?

Ja dosyć niedawno zmieniłam swoją pracę, kilka dni przed rozpoczęciem roku przedszkolnego. To był odważny ruch z mojej strony i ogromne wyzwanie. Mimo tego, że to było kolejne przedszkole, to pierwszego dnia z nowej placówki wróciłam zapłakana i kompletnie nie wiedziałam co się ze mną dzieje. I chociaż moi bliscy próbowali się dowiedzieć o co chodzi, ja nie chciałam z nikim rozmawiać. Byłam po prostu załamana. Zamknęłam się w swoim mieszkaniu, wyłączyłam telefon. Stwierdziłam, że muszę pobyć sama ze swoimi myślami i emocjami, bo sama chciałam siebie zrozumieć.

Kolejna placówka, ale zupełnie inaczej funkcjonująca, inne zasady, dużo formalności do ogarnięcia. Nie wiedziałam nawet do końca ile dzieci będzie w mojej grupie, miałam je poznać 1 września. Trzeba przygotować znaczki, JAKIE? ILE, skoro nie wiem ile dzieci przyjdzie? Trzeba zamówić podręczniki ale ILE? Trzeba było ogarnąć sobie sale ale JAK, skoro nie wiem co będzie dla mnie najlepsze bo NIE ZNAM JESZCZE TEGO MIEJSCA. To wszystko mnie przytłoczyło. Zaczęłam się zastanawiać czy na pewno sobie poradzę, czy decyzja o odejściu z poprzedniej pracy była dobrą decyzją, może lepiej było tam zostać? Milion takich myśli kłębiło mi się w głowie. Panował w niej totalny CHAOS. I chociaż w głębi siebie wiedziałam, że gdybym drugi raz miała ją podjąć to zrobiłabym to samo, to takie negatywne myśli zatruwały mi głowę.

Zrozumiałam, że ja też przechodzę przez pewnego rodzaju adaptację, bo nagle wszystko się zmieniło, muszę się dostosować do czegoś nowego, czego nie znam. Przede mną tyle wymagań, obowiązków, nowych zasad a ja czułam się taka mała w tym wszystkim.  I tutaj nałożył się kolejny problem- OCZEKIWANIA innych wobec mnie, że już 1 dnia  w pracy powinnam wszystko ogarniać, nie powinnam pokazywać, że czegoś nie umiem, że czegoś nie wiem, bo przecież chcę się pokazać z jak najlepszej strony a nie wypada czegoś nie wiedzieć. I tego dnia zrozumiałam, że NIE, wcale tak nie musi być! Każdy z nas, nauczycieli już na studiach jest uczony tego, że adaptacja to czas, kiedy powinniśmy dać czas i przestrzeń na emocje dziecka i rodzica, że powinniśmy wyjść ze zrozumieniem i cierpliwością. Wiemy, że to jest naturalny stan i trzeba to zaakceptować i szanować i przede wszystkim wspierać i rodziców i dzieci. To dlaczego nas, nauczycieli ma to nie obowiązywać? Dlaczego my sami dla siebie nie jesteśmy tak wyrozumiali? Dlaczego boimy się dać sobie odrobiny przestrzeni i CZASU na zaaklimatyzowanie się w nowym miejscu? Serio musimy być aż tak idealni? Aż tak chcemy pokazać swój profesjonalizm, a co za tym idzie w tej sytuacji, BRAK EMOCJI? Blokowanie emocji trudnych? I tutaj w głowie mam słowa rodziców z szatni „No przestań płakać, NIE WYPADA! Jesteś już duża. Jaki wstyd..”Przecież to bez sensu, to NIEPRAWDA!! Te oczekiwania, które miałam, sama je sobie oczywiście wmówiłam. Przecież wszyscy w pracy wiedzieli, że jestem nowa i MAM PRAWO czegoś nie wiedzieć. Ale potrzebowałam usłyszeć parę razy słowa „ŚMIAŁO, PYTAJ SIĘ O WSZYSTKO”, żebym rzeczywiście się przełamała i ZAAKCEPTOWAŁA to, że ja też potrzebuję czasu, że nie muszę być idealna, i że to jest OKEJ! Moi bliscy też mi bardzo w tym pomogli, okazali mi dużo wsparcia i akceptacji. Więc wychodzi na to, ze jak zwykle to ja sama tego nie potrafiłam zaakceptować..

To wcale nie pokazuje, że jesteśmy nieprofesjonalni, wręcz przeciwnie. To pokazuje, że jesteśmy ŚWIADOMYMI nauczycielami. W końcu kto jak kto, ale my nauczyciele, powinniśmy zawsze zaczynać od SIEBIE, od swoich emocji. Chociaż uważam, że KAŻDY z nas powinien zawsze od tego zaczynać. Bo tylko tak możemy nauczyć odpowiednich postaw i zachowań swoich podopiecznych. Tylko tak będziemy autentyczni dla drugiej osoby. Jeśli sami ze sobą nie staniemy w prawdzie, nie możemy oczekiwać od dzieci tego, że nie będą się bały okazywać swoich emocji, strachu, niepewności itd.

Zmiany są trudne, ciężkie ale są POTRZEBNE. To one nas rozwijają. To one nas ciągną w górę. Z każdej zmiany wynosimy odpowiednie doświadczenie i wniosek na przyszłość.

Zmieniasz pracę? A może już to zrobiłeś? Masz obawy ale boisz się o nich mówić, bo nie wypada? Pamiętaj, MASZ DO NICH PRAWO! Nikt nie jest idealny. Nie wymagaj od siebie już 1 dnia, że będziesz najlepszy we wszystkim i będziesz wszystko wiedział. Bo dołożysz sobie dawkę niepotrzebnego stresu. Daj sobie czas, daj sobie przestrzeń. Nie bój się mówić „nie wiem, ale spróbuję się dowiedzieć”.

Pomyśl o adaptacji, o tym, że KAŻDY z nas przez nią przechodzi. Nie bój się tego. Pomyśl, jaki to ważny dla nas proces, jak bardzo nas wzbogaci. Kiedy Ty sam sobie odpuścisz, zobaczysz jaką ulgę poczujesz. Daj sobie GARSTKĘ CZASU. Wszystko się ułoży, z każdym dniem będzie coraz lepiej.

Powodzenia! Ja trzymam za Ciebie mocno kciuki i mocno w Ciebie wierzę!

Jeśli macie swoje historie związane z własną adaptacją, zmianami i chcielibyście się nimi podzielić z czytelnikami, lub macie jakieś obawy, które chcielibyście poruszyć, śmiało wysyłajcie je na maila, którego możecie znaleźć w zakładce KONTAKT.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

13 + dziewięć =