Z życia nauczyciela

Sprawdzam!

Ostatnie dwa wpisy zawierały w sobie trochę teorii ale też pewne ćwiczenia, które miały swój konkretny cel. Czy to, co napisałam w ogóle ma jakiś sens? Czy rzeczywiście nasze nastawienie ma jakikolwiek wpływ na zaufanie w relacji z dziećmi? Sprawdźcie czy Was nie oszukałam 😉

Podzielę się z Wami pewnym doświadczeniem, jakie miało miejsce w mojej pracy. Do tej historii przyjmę przypadkowe imię i wiek ucznia, niech to będzie Kacper, w wieku 6 lat.

Pewnego dnia, tuż przed rozpoczęciem lekcji, tak jak zawsze uczniowie, którzy wchodzili do klasy, podchodzili do mnie, żeby się przywitać. Słyszałam o tym, jak ktoś spędził fajny czas z koleżanką z klasy, z rodzicami na zakupach itp. Przyszedł też Kacper. Przywitał się ze mną i ruszył do swoich kolegów. Przyglądałam się im i wiedziałam, że musiało się coś dużego wydarzyć. Dawno nie widziałam ich tak podekscytowanych i zasłuchanych w opowieści swojego kolegi z klasy. Nie musiałam długo czekać żeby zobaczyć, jak idą w moim kierunku. Kacper był otoczony przez swoich kolegów. Wtedy jeszcze nie wiedziałam o co chodzi, ale przyglądając się mu, jego mimice twarzy, wiedziałam, że coś jest nie tak. Natomiast na twarzach jego kolegów, zauważałam GROMNĄ ekscytację i chęć wykrzyczenia tego, co miało miejsce.

I wtedy usłyszałam następującą historię

„Proszę Pani, proszę Pani!!!! Musi Pani posłuchać co się stało dzisiaj Kacprowi przed szkołą!!”, zwróciłam się do Kacpra, z pytaniem, czy chciałby mi opowiedzieć co się dzisiaj wydarzyło. Chłopiec z uśmiechem na twarzy (tzn. dla mnie dziwnym uśmiechem, czułam, że nie do końca jest szczery), powiedział:

„Proszę Pani, ktoś właśnie CHCIAŁ MNIE PORWAĆ ze szkoły!”.

W pierwszej chwili mnie całkowicie zatkało. Ten moment, kiedy to, co słyszałam w telewizji, nagle staje się też moją rzeczywistością. Dlatego też moim pierwszym pytaniem było: Co? Jak to?? Ciągle widziałam podekscytowanie całej grupy, takie pomieszanie radości ze strachem. Pierwszy raz, ktoś, kogo znają przeżył coś takiego. Ale też pierwszy raz, mam takie wrażenie, poczuli autentyczne zagrożenie, jakie może na nich czyhać.

Gdy uspokoiłam swoje emocje, poprosiłam grupę, żeby dopuścili Kacpra do głosu. Bardzo mi zależało na tym, żeby posłuchać całej historii, od początku. Chłopiec zaczął opowiadać, jak idąc do szkoły, tuż przed wejściem, podszedł do niego jakiś pan. Wziął go za rękę, przeszli kilka kroków ale udało mu się jakoś uciec i szybko wbiegł do szkoły. Powiedziałam Kacprowi, że mu wierzę, i że dziękuję za jego odwagę w podzieleniu się ze mną tą informacją. Jednak chciałabym się jeszcze czegoś więcej dowiedzieć, ponieważ jest to bardzo poważna sprawa. Dlatego poprosiłam go o powtórzenie historii ale tym razem z większymi szczegółami. Interesowało mnie to, czy zauważył coś charakterystycznego w wyglądzie tej osoby, czy była wysoka, niska, czy widział jego oczy itd. Usłyszałam, że jego mama go odwoziła, wysiadł z samochodu, szedł do szkoły. Zatrzymał się przed nią, zaczął coś czytać. I wtedy podszedł do niego pan, ale miał maskę i kaptur więc nic nie widział. Powiedział, że chce, żeby z nim poszedł. Chwycił go za rękę, zaczęli iść ale Kacper go pokonał, zrobił pewien chwyt z judo i uciekł.

Zauważyłeś jakąś różnicę w opowiadaniu chłopca?

Mi jeszcze bardziej coś nie grało, nie pasowało. Dopytałam się jeszcze tylko dokładnie o mamę, o chwyt judo, a dokładniej o to, jak udało mu się powalić dorosłego człowieka. I w tym momencie zaczęłam zauważać że Kacper się denerwuje, zaczyna pocierać ręce o siebie, przestał na mnie patrzeć. W kolejnej wersji usłyszałam, że jego mama jednak go nie odwoziła samochodem, tylko szli sobie piechotą. A ten chwyt zrobił bo nauczył się na zajęciach i ma w sobie dużo siły. I tu powiedziałam sobie STOP. Widziałam, że dalsze dopytywanie w takich warunkach, nie ma sensu. Chłopcy byli zauroczeni postawą Kacpra, dumni z tego, że to właśnie on jest ich kolegą, jest bohaterem, jest taki silny. Kacper z kolei, ewidentnie zaczął mieszać się w historii i zaczął się stresować.

Co było dalej?

W drodze na boisko, zapytałam się chłopca, czy potrafiłby na mnie pokazać ten chwyt z judo. Zaznaczyłam mu, że wiem, że ma w sobie dużo siły i wiem, że jest fantastyczny na tych zajęciach. Ale też nie ukrywam zaskoczenia, że potrafił powalić dorosłą osobę, cięższą ode mnie. Uczeń zaczął się wycofywać. Usiadłam z Kacprem na ławce. Powiedziałam mu po raz kolejny, że mu wierzę, że mu ufam, że jest mi przykro, że doświadczył czegoś takiego i nie dostał od nikogo pomocy. Wyjaśniłam, że musiałam mu zadać tyle pytań ponieważ zależy mi na wyjaśnieniu sytuacji i zależy mi na jego bezpieczeństwie. Następnie opowiedziałam mu o kolejnych krokach, jakie będziemy musieli podjąć. Czyli zawiadomienie dyrekcji, rodziców, policji. Będzie go czekało jeszcze raz opowiedzenie o wszystkim, ze szczegółami, na tyle na ile pamięta. Musimy to zrobić po to, aby nikogo więcej już to nie spotkało i żeby zwiększyć bezpieczeństwo w naszej szkole.

I tutaj Kacper wypowiedział te słowa:

„Proszę Pani, bo ja skłamałem.. nikt mnie nie chciał porwać. Wymyśliłem tę historię dla chłopaków ale nie sądziłem, że oni ją tak nakręcą i zechcą, żebym opowiedział ją Pani. Bałem się przyznać przed nimi, że to wszystko jest zmyślone. Przepraszam”

Wiecie jak zareagowałam?

Przytuliłam go, powiedziałam, że wykazał się ogromną odwagą, przyznając się do tego. Usłyszał, że jestem z niego dumna. Cieszę się, że ufa mi na tyle, żeby się tym ze mną podzielić.

Jaki z tego wniosek?

Gdyby moje nastawienie, było kierowane negatywnymi myślami, ciągłą oceną, Kacper na pewno by się nie przyznał. W moich komunikatach skierowanych do chłopca, ani razu nie zastosowałam krytyki, krzyku, ani razu nie powiedziałam mu „NIE WIERZĘ CI, OPOWIADASZ JAKIEŚ GŁUPOTY, ZMYŚLIŁEŚ TO!” albo „CO TY WYGADUJESZ, IDZIEMY JUŻ DO DYREKTORA, ODECHCE CI SIĘ TAKICH ŻARTÓW NA PRZYSZŁOŚĆ”. Zamiast tego chłopiec dostał komunikaty „UFAM CI, TO MUSIAŁO BYĆ TRUDNE, OPOWIEDZ MI O TYM, JESTEM TU DLA CIEBIE”. Moje nastawienie było kierowane chęcią zrozumienia całej tej historii. Czułam, że może być nieprawdziwa ale nie powiedziałam tego na głos. Dałam mu czas, dałam mu przestrzeń.

Opisałam dokładnie procedurę postępowania w takich sytuacjach. Zapewniłam, że będę wtedy przy nim, że może na mnie liczyć. Moje nastawienie nie było kierowane przez ocenę i krytykę a przez akceptację i otwartość. Po całej rozmowie Kacprowi ULŻYŁO. Gdybym zastosowała pierwszą technikę, spowodowałabym, że miałby ogromne wyrzuty sumienia i straciłby do mnie jakiekolwiek zaufanie. I wiecie co? Byłam szczęśliwa, że potrafił się przyznać. Bo to dla mnie informacja, że mi UFA, że wie, że go nie odrzucę. Nie ma nic piękniejszego dla nauczyciela 🙂

Ta historia okazała się nieprawdziwa. Ale gdyby się wydarzyła? Albo stałoby się coś innego ale również ciężkiego i trudnego dla dziecka? Ja wiem, że zbudowałam wspólnie z nimi taką przestrzeń, gdzie jest dla nich czas i miejsce. I wiem, że mi ufają. Moi uczniowie wiedzą, że nigdy ich nie będę krytykować.

Właśnie dlatego warto pracować nad własną postawą, myślami i warto pracować nad zaufaniem w relacji z dzieckiem. Nigdy nie wiesz jaki problem danego dnia będzie musiał rozwiązać, z jaką trudnością będzie musiał walczyć. Warto mieć wtedy przy sobie osobę, która wesprze, która po prostu BĘDZIE.

Jeden komentarz

  • Marta

    Super post! Ja sama nie wiem jak bym zareagowała, ale ten post pokazuje jak dużo nasze nastawienie może zmienić!:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

4 × 1 =